Wywiad z Ewą Szykulską [Relaz]

szykulsNa stronach portalu www.relaz.pl pojawił się wywiad z Ewą Szykulską.

Szykulska: Robi się burdel
2008-04-01
Rozmawiał: Seweryn Domagała

Jako nastolatka byłam osobą szalenie zamkniętą w sobie, gadającą do siebie, przygłupem. Zawsze na spacerach moja siostra z tatą przodem i gorące rozmowy, a ja z tyłu i sama do siebie – mówi Ewa Szykulska w wywiadzie dla Relaza

Relaz: Podobno lgną do Pani menele?
Ewa Szykulska: Patrzę na nich inaczej niż większość ludzi, tzn. normalnie. Można im podać rękę. Często dzieje się tak, że noszą mi bagaże i nie boję się, że coś się stanie. Menel to głupie, niedookreślone słowo. Mówię o bezdomnych, ludziach w pewnym sensie z marginesu.

Potraktujmy “menela” jako skrót myślowy.
Siedzimy tutaj i nie wie Pan, czy jestem dobrym czy złym człowiekiem. Zakłada Pan, że dobrym.

Jakżeby inaczej?
Ale to nie musi być prawdą.

Jak Pani uważa?
Myśląc o sobie czy o Panu?

Zacznijmy od Pani.
Myślę, że jestem normalna.

A ja wyglądam na złego człowieka?
Nigdy tego nie zakładam. To się okazuje później, w praniu. Nie mówię tego, aby się chwalić, ale pamiętam, że podarowałam bezdomnemu człowiekowi kurtkę i szalik. To było fantastyczne, bo mi powiedział “o rany, ktoś mi kupił coś nowego”. Był szczęśliwy, że to nie pachniało innym człowiekiem. Dla niego to miało swoją wartość.

Wielu uważa, że bezdomni posiadają bezcenną mądrość życiową. To kontrowersyjne pytanie, ale czy mądrość bezdomnych może być ważniejsza od mądrości naszych wielkich poetów, pisarzy?
A dlaczego to porównywać? Nie w tym rzecz. Nikt nie jest świętej pamięci Lemem. Dla nas, którzy mamy swoje domy, samochody, psy, nieraz mężów i dzieci, oni żyją w świecie wirtualnym. Bo jak można się obyć bez gorącej kawy, ciepłego prysznica? Widocznie można.

Dla nas ich świat też jest wirtualny.
Jeśli przyjmiemy, że ich droga jest sprawą wyboru, bo są też tacy, którzy nie chcą wracać do ogrzanego mieszkania, to są na swój sposób szczęśliwi.

Tym pytaniem o mądrości próbowałem Panią namówić do jakiejś złośliwości, choć nie wiem czy Pani taką osobą jest.
Nie podpuści mnie Pan. Nie jestem osobą złośliwą, ale potrafię nią być. Jak ktoś mi dokopie niesprawiedliwie, niemądrze, dla zasady, to wtedy się bronię ostro. Nie jestem człowiekiem agresywnym, nie jestem też dobrotliwą osobą zresztą. Taka słodko-gorzka.

Tak też było, kiedy była Pani w biznesie samochodowym? Tam są ostre reguły, które nie wszyscy potrafią zaakceptować.
Jestem ciekawa jak małpa, więc i tego spróbowałam. W pewnym momencie pomyślałam sobie, że odejdę z zawodu. Myślałam, że to proste, bo zmieniłam się fizycznie, bo stanęłam na jakimś zakręcie psychicznym. To była łatwa decyzja, bo mój mąż zajmował się samochodami, ale… To jest tak śmiertelnie nudne! Tam jest przede wszystkim ciąg do szmalu. Jeśli powiem, że nie szanuję pieniędzy, to nie będzie do końca prawdą…

Nie przykłada Pani do nich dużej wagi.
Jeżeli pieniądze też mnie nie szanują, to mam je w dupie. Aczkolwiek, jak Pan widzi, pracuję, bardzo często nie otrzymując za to wynagrodzenia, bo grając jako aktorka często uczestniczę w przedsięwzięciach ofowych, za które dostaje się małe pieniądze, albo w ogóle. To też jest moja praca. Cholera, sprawia mi to przyjemność! Biorę udział w produkcjach komercyjnych, ale też min. dlatego, aby móc brać udział w niekomercyjnych. Natomiast nie ścigam się. Powiedziałam sobie, że nie muszę mieć marmurowych schodów i porcelanowych zębów. Ktoś musi – proszę bardzo, droga wolna. Nie biorę udziału w żadnych rankingach, a inni mnie w nich też nie uwzględniają, jakbym była niewidoczna. I chrzanię! Jeżdżę sobie, jak się da, autostradą, a czasem na swoje życzenie marnymi dróżkami, jakich w Polsce dużo. (śmiech)

Chciałaby Pani w jakimś plebiscycie zaistnieć?
W jakim sensie? Mam dużo lat, nie jestem osobą z pierwszyh stron gazet (teraz może to i lepiej?), osobą niedostrzeżoną, a przecież całe życie się staram, bo na tym polega ten zawód, aby się wyróżnić. Mówię ohydną prawdę, ale tak jest.

I chciałbym to usłyszeć.
To normalne, że doceniamy, dorabiamy ideologię, doklejamy większe rzęsy i jest fantastycznie. Stoję gdzieś z boku tego wszystkiego. Czy na własne życzenie? Może gdybym dołożyła więcej starań? Ale czy na to nie szkoda życia? A sam z siebie los nie daje.

To jest świadomy wybór, że Pani stoi obok?
Myślę, że tak. Jako nastolatka była m osobą szalenie zamkniętą w sobie, gadającą do siebie, przygłupem. Zawsze na spacerach moja siostra z tatą przodem i gorące rozmowy, a ja z tyłu i sama do siebie. Stąd szkoła teatralna, bo pomyślałam sobie, że jak może zacznę mówić cudzy tekstem, to zaczną słuchać? Jest taka chęć we mnie.

Musi być też po drugiej stronie.
To nie jest takie proste. Oni są zmuszeni do słuchania w pewnym sensie, mało tego, jeszcze za to płacą. (śmiech) Oczywiście jakość tego słuchania z drugiej strony może być różna. W teatrze jest fantastyczna cisza, to nie tylko to, że są dobrze wychowani i przez przypadek nie gadają i nie szeleszczą, ale również jest w nich chęć słuchania. Czy rozumieją? Tego nie wiem. Mam pewien rodzaj władzy, czyli za tym iść musi coś fajnego do przekazania. Z byle gówna… Rozumie Pan?

Oczywiście. Z perspektywy czasu uznałaby Pani jakąś swoją rolę…
Nie, nie, nie. Nie wartościuję tego. Mogę darzyć coś sentymentem, ale to się zmienia. We mnie jest takie pomieszanie, że bardzo różne rzeczy mnie interesują. Dzisiaj to, za rok może coś innego. Nie stosuję w swoim życiu żadnych rankingów.

„Jak jest napisane na zaproszeniu, że obowiązuje strój wieczorowy, to korci mnie, aby złamać ten kanon” - to Pani słowa. Buntowniczka z Pani.
Buntować się dla samego buntu nie, bo to idiotyczne. Oczywiście nie chodzi o to, aby pójść do opery w kaloszach. To jest głębsze, to wynika ze środka. Nieraz wchodzę w dyskusje na jakimś spotkaniu, gdzie jest tłum ludzi, nieraz stoję obok. To zależy od tego jaki mam nastrój, jacy są partnerzy do rozmowy, czy mają ochotę za mną rozmawiać. Po pierwsze – nie jestem lwicą salonową. Po drugie – nie muszę być ośrodkiem zainteresowania.

Pani grywała w NRD i tam z Beatą Tyszkiewicz…
Przeciwko temu porządkowi biegałyśmy na czerwonych światłach. (śmiech) To Beata wymyśliła. Traktowałyśmy to jako żart. Jakis czas temu byłam w Chicago i zwróciłam uwagę, jak Amerykanie, jako społeczeństwo, są karni. Sytuacja dzieje się w hotelu. Jedna z recepcjonistek siedzi przy komputerze, coś załatwia, druga ma słuchawkę przy uchu. Starsze panie, rodzice z dziećmi, młodzi ludzie stoją dwa metry od recepcji. No, hol był duży. (śmiech) czekają na to, aż któraś z nich będzie wolna, aby załatwić sprawy noclegowe. Czy to w Polsce jest możliwe? Nie. Zaraz ktoś się wyrwie „proszę pani, ja chciałem się tylko zapytać”, „proszę pana, ja stałam przed panem”… Robi się burdel.

Różnice kulturowe, w wychowaniu.
To ma coś wspólnego ze społeczeństwem obywatelskim.

Nie rozumiem.
Może mamy to we krwi z poprzedniego systemu, że bunt jest rzeczą obowiązkową? Nad tym można popraacować przecież. Kiedy uważam, że słuszne jest sprzeciwienie się czemuś, to to robię. Nie boję się tego, ale i konsekwencji.

Czyli odważna z Pani osoba.
Jestem tchórzem, dlatego jestem odważna. Trzeba mieć wyobraźnię, czyli także się jej bać.

Doszliśmy do momentu, kiedy wymyśliłem sobie pytanie być może abstrakcyjne, wydumane, ale je zadam. Czy Pani granie w serialach jest pewnego rodzaju buntem? Jest w serialach bunt przeciw czemukolwiek?
Ne odpowiadam za kolegów i koleżanki, bo każdy gra w czym innym. Nie sądzę. Gram w sitcomie, formatach nieuznawanych przez szacowne gremia, jury. Nie wiem nawet czy to jest łatwizna, bo w tym trudno się gra. Świadomie wchodzę w coś, co jest komercją. To mi sprawia przyjemność. Uważam, że to nie jest złe.

Są tego dobre i złe strony. Dobre jest to, że dobry aktor może zarabiać duże pieniądze w serialu i pozwolić sobie na grę w filmach offowych, czy w teatrze. Z drugiej strony może być narażony na ataki wielkich artystów.
Przepraszam Pana, ale u nas doszło do tego, że już wszyscy grają.

Jan Peszek nie gra.
Marek Kondrat. Znów wartościujemy.

Wyrosła Pani z telewizji. Jest Pani w niej długo.
Bardzo lubię telewizję.

Ale czy ona Panią lubi?
W sensie estetycznym mój pysk wygląda gorzej w telewizji, niż w dopieszczonym świetle filmowym. Kiedyś, trzydzieści lat temu, każdy reżyser poszkole, gdy dobijał się o debiut fabularny, musiał iść do telewizji. Kieślowski, Zanussi, Kondratiuk, Machulski. Tak powstały „Dziewczyny do wzięcia”. Ci ludzie robili fantastyczne filmy telewizyjne, które są wciąż doceniane przez kolejne pokolenia. Telewizja wtedy była promotorem młodych ludzi. Dla mnie to był przypadek, że się tam dostałam.

Dzisiaj jest odwrotnie. Nie przez przypadek można się dostać do seriali, ludzie się do nich pchają.
Rzadko bywam na zdjęciach próbnych, ale mnie zaproszono na pewne, więc przyszłam. Jest kamera, nie ma światła, stara d..a jestem, więc wiadomo, moja twarz będzie wyglądała tysiąc razy gorzej, niż mogłaby wyglądać. Robimy jedną, drugą próbę i jest fantastycznie. Ale to jest film producencki, czyli mam niewielki wpływ na to, jaka jest obsada. Tak jest na całym świecie. Kiedyś nie zagrałam Katarzyny Wielkiej dlatego, że producentka tak chciała. Zagrała ją Ornella Muti.

Tak też było z rolą w „Ziemi obiecanej” Andrzeja Wajdy i rolą Kaliny Jędrusik na Pani miejscu?
Kiedyś byłam poproszona o zrobienie zdjęć próbnych do roli, którą w ostateczności zagrała wielka, wspaniała, nieprawdopodobna Kalina Jędrusik. To była baba, która chodziła własnymi drogami! Raz się taplała w błocie, a raz unosiła się w powietrzu. Byłam nią zafascynowana. Wtedy miałam dwadzieścia parę lat. Po jakimś czasie pomyślałam sobie, że to fantastyczne, że Wajda dał mi taką szansę.

Nie pomyślała Pani sobie wtedy, że to Jędrusik podebrała Pani rolę?
Nie! (śmiech) Ważne było wtedy, że ktoś zauważył, że we mnie są potencjał, możliwości.

A byłaby Pani dzisiaj w stanie komuś podebrać rolę?
W jakim sensie? Poproszę o przykład.

Jest rola, do której są brane pod uwagę dwie aktorki, Pani i Anna Seniuk. Robiłaby Pani jakieś podchody?
W tym zawodzie zawsze była rywalizacja i to jest dobre. Przegrać z Anią Seniuk nie jest dyshonorem. Trzeba mieć szacunek dla przeciwnika, jeśli jest tego wart.

Rozmawiał: Seweryn Domagała

Foto: festiwalhumoru.interia.pl

Ewa Szykulska – ur. w 1949 roku w Warszawie. Aktorka filmowa i teatralna. W 1971 ukończyła PWST w Warszawie. Debiut teatralny to rok 1973. Zagrała m.in. w filmach: „Hydrozagadka” (1970), „Potop” (1974), „Seksmisja” (1984) oraz takich serialach jak „13 posterunek” (1997-98), „Lokatorzy” (1999-2005).


No Responses to “Wywiad z Ewą Szykulską [Relaz]”  

  1. No Comments

Leave a Reply