Wywiad - Stanisław Tym [RELAZ]
Published April 25th, 2006 in Wywiady
Na stronach www.relaz.pl pojawił się wywiad z Mezo.
Tym: Trzeba umieć pić
2005-11-23
Rozmawiał: Seweryn Domagała
Trzeba śmiać się z polityków. Władza ma jedną ważną cechę: idzie do łba szybciej, niż alkohol. Powoduje tak ogromne spustoszenie mentalne, że wypicie pół litra przy tym jest małym siutem – Stanisław Tym w wywiadzie dla Relaza.
Relaz: Czy to prawda, że poradził Pan Andrzejowi Wajdzie, aby swoje przemówienie podczas ceremonii wręczania Oscarów zaczął od słów „będę mówił po polsku, bo myślę po polsku”.
Stanisław Tym: Trochę inaczej mu to napisałem. Tekst, który mu zaproponowałem, a który powiedział, był następujący „będę mówił po polsku, ponieważ chcę powiedzieć to, co myślę, a myślę zawsze po polsku”. I takie były słowa początkowe.
Pan tak samo by zaczął?
Nie grozi mi to.
To był pewnego rodzaju bunt na wszechogarniającą nas manię uczenia się języka angielskiego?
Powiedział, że ma kłopot, bo nie zna angielskiego. „Co zrobić?” powiedział z bezradnością, więc mu pomogłem.
W Pańskiej książce naśmiewa się Pan z języka angielskiego. Tłumaczy Pan „give me a book”, jako „daj mi na boku”.
Żarty z obcych języków są w literaturze kanonem od stuleci. I każdy szanujący się humorysta, satyryk, który pisze na tematy dowcipne, ma obowiązek taką umiejętność zaznaczyć. To jest, po prostu, obowiązkowa jazda figurowa.
Zapewne z japońskim byłoby trudniej.
Trudno mi powiedzieć, bo ze wszystkiego jest trudno.
Co by Pan powiedział osobie, którą Pańska książka „Mamuta tu mam” nie rozśmieszyła?
Widocznie ma inne poczucie humoru. Nie ma takiego człowieka, który nie ma poczucia humoru. Każdy je ma, bo gatunek pod tytułem homosapiens tak jest skonstruowany, że się śmieje. To proste przecież.
Z kolei mówi Pan, że ta książka jest o niczym.
Rzeczywiście jest o niczym, ale nie jestem osobą, która tak trwoni czas, aby zupełnie o niczym napisać książkę. Jak ktoś nie zauważy o czym, to potwierdzam jego diagnozę, że jest o niczym. I też nie jest źle.
Z niczego można się śmiać?
Nie można, ale z drugiej strony, co mi zrobią? (śmiech)
Wszędzie można usłyszeć o Panu, że jest Pan reżyserem, aktorem, satyrykiem…
Niech Pan w to nie wierzy.
Nikt, niestety, nie mówi o tym, że jest Pan rysownikiem. Który, wg Pana, polski rysownik najlepiej wyśmiewa polską, szarą rzeczywistość?
Bardzo cenię Janusza Kapustę, Andrzeja Czeczota, Jacka Gawłowskiego. Lista jest za długa, nie będę przynudzał.
W rysunku operuje Pan oszczędną i prostą kreską. Próbował Pan kiedyś wyjść poza ten styl?
Drogi Panie, ja nie rysuję zawodowo. To jest fanaberia kompletnego, stuprocentowego, a nawet stupięcioprocentowego amatora, jeśli chodzi o rysowanie. Dlatego mam odwagę rysować, ale nie jestem rysownikiem.
Mam rozumieć, że Pan nie umie rysować?
Nie umiem.
Ale artystą Pan chyba jest?
Zacznijmy od tego, że nie lubię słowa artysta, bo ono nic nie znaczy. Nie wiem, co to jest artysta. Jestem rzemieślnikiem. Dziadek był kucharzem, drugi dziadek był szewcem, ojciec był fryzjerem, a ja jestem rzemieślnikiem, który posiadł umiejętność pisania i opowiadania żartów. Moim celem jest rozśmieszanie ludzi. To jest moja profesja zawodowa. Nigdy nie byłem artystą i mam nadzieję, że nim nigdy nie będę.
Próbował Pan kiedyś słowo „artysta” zdefiniować?
Nie. Uważam, że jest to słowo napuszone i dęte. Oprócz tego, brzmi jak „generał”. Jak zapewne Panu wiadomo, każdego generała można zdegradować. Specjalnie do tego się nie zabieram.
Czy zasadne jest twierdzenie, że młodzi ludzie mogą Panu zazdrościć tego, że Pan tworzył, w głównej mierze w PRL-u, że Pan walczył z ustrojem, z cenzurą?
Z nikim nie walczyłem. Ludzie, którzy opowiadają niestworzone baśnie na temat tego, jak oni walczyli z komuną, to głównie byli sekretarze partii albo ubecy. Nikt z nas nie walczył specjalnie. Każdy starał się jakoś przetrwać i w miarę możliwości, w zależności od tego jaki miał charakter, zachować twarz i nic więcej.
Teraz jest prościej?
Zdecydowanie. Jeżeli nie ma cenzury, jeżeli można wydrukować wszystko to, co się pisze.
„Ważne, aby żart był poniżej pasa, a powyżej kolan. Tak prezentuje się młody satyryk” mówił Pan w 2003 roku. Dziś mamy 2006, prawie. Czy tak jest nadal?
Słowo satyryk, w tym momencie, uważam za ukradzione. Tzn. są to ludzie pozbawieni najgorszych możliwości bycia grzecznym, taktownym, nie umiejącym się wypowiedzieć, nie znającym norm języka polskiego. Już nie mówiąc o tym, że mają poczucie humoru na tak niskim poziomie i tak wulgarne, że z przyjemnością ich nie słucham. Oni sami siebie uważają za satyryków, nie mając cienia zielonego pojęcia o tym, co to jest satyra, humorystyczna literatura, komedia, żart, dowcip itd. Oni nie wiedzą, jaka to jest ciężka praca, żeby coś takiego skonstruować, żeby to było dowcipne, jednocześnie niegłupie i na poziomie, który nie żenuje innych słuchających. To są biedni ludzie.
Czy warto wyśmiewać polityków?
Przepraszam, może zachowuję się nieelegancko, ale pytanie jest źle zadane. Tutaj nie ma „warto”. Jest „trzeba”. Nie ma innej możliwości. Świat jest tak skonstruowany, że oni sami się o to proszą. Władza, cokolwiek by mówić, ma jedną ważną cechę: idzie do łba szybciej, niż alkohol. Powoduje tak ogromne spustoszenie mentalne, że wypicie pół litra przy tym jest małym siutem.
Pytam, bo powiedział Pan, że życie polityczne w Polsce osiągnęło wysoki poziom skretynienia. Czy warto kopać leżącego?
Po alkoholu się czerwienieje, jak Panu wiadomo, więc po władzy tym bardziej.
Odważyłby się Pan nazwać jakiegoś polityka kretynem?
Nie, ja mówiłem o zasadzie, która się dotyczy wszystkich. Trzeba umieć pić alkohol, żeby nie skretynieć. Trzeba zachować trzeźwość umysłu. W miarę.
Jakiś czas temu dostał Pan Krzyż Oficerski Orderu Odrodzenia Polski. Gdzie Pan go teraz trzyma?
W szafce wiszącej nad biurkiem.
Rozumiem, że jest wyeksponowany?
Nie, normalnie w szufladzie leży.
To odznaczenie ma dla Pana jakąś wartość?
Mówiąc szczerze, niespecjalnie wzruszam się odznaczeniami, bo są to rozstrzygnięcia arbitralne i subiektywne. Wartość samą w sobie stanowiło dla mnie to, że otrzymywałem to odznaczenie wśród kilku kolegów z branży, m.in. z Sylwestrem Chęcińskim i Markiem Piwowskim. Było to bardzo przyjemne, być razem z nimi.
Podbudowujące też?
Człowiek jest tak skonstruowany, że lubi być wyróżniany. Próżność zawsze nas gdzieś dopadnie i nie oszukujmy się, że jest taka sytuacja, że czujemy się wtedy źle. Wtedy diabeł mówi nam „świetnie, świetnie, dobry jesteś, znakomity”. I człowiek w końcu uwierzy.
Uwierzył Pan?
No, przez jakiś czas tak. (śmiech)
Rozmawiał Seweryn Domagała
Stanisław Tym - aktor („Miś”, „Uprowadzenie Agaty”), scenarzysta („Rozmowy kontrolowane”, „Brunet wieczorową porą”), reżyser („Rock & Troll” – Teatr Powszechny), satyryk. W 1992 roku nagrodzony podczas FPFF w Gdyni za najlepszy scenariusz do „Rozmów kontrolowanych”. Ostatnio wydawnicto Latarnik Tomasza Raczka wydało książkę „Mamuta tu mam” jego autorstwa. Był to jego debiut. Autor wielu aforyzmów, m.in. „pewna kura zniosła jajko mądrzejsze od kury. Była to głupia kura”.
No Responses to “Wywiad - Stanisław Tym [RELAZ]”
Please Wait
Leave a Reply