Na http://kabaret.blox.pl/ pojawiła się rozmowa przeprowadzona z Marią Czubaszek, Arturem Andrusem, Robertem Górskim i Grzegorzem Halamą.

Rozmowa o kabarecie
2008-03-26
Rozmawiał: Seweryn Domagała

Spotkaliśmy się podczas zeszłorocznych Lidzbarskich Wieczorów Humoru i Satyry. Rozmowa jest o kabarecie, jego koneksjach z polityką, z telewizją, o jego sile, cenzurze itd.

Seweryn Domagała: Czy dzisiejsza scena kabaretowa się rozwija? Jest łatwo o sukces komercyjny, bo telewizja chętnie pokazuje kabarety? Ma to wpływ na rozwój?
AndrusArtur Andrus: Na pewno, bo telewizja promuje dużo zjawisk kabaretowych i łatwiej taka informacja, że z czymś takim można startować, gdzieś występować, pokazywać się publiczności, dociera do ludzi. Siła promocyjna telewizji jest tutaj ważna.
Maria Czubaszek: Poza tym ci młodzi widzą, że dzięki telewizji może się udać. Jeżeli udało się Marioli z „Big Brothera”, to czemu nie im?
Grzegorz Halama: To się dzieje za sprawą Ani Mru Mru, Kabaretu Moralnego Niepokoju, które odniosły duże sukcesy. Myślę, że gdybym był młodszy, to by mi imponowało to, co można obejrzeć w telewizji. Jedno nakręca drugie. To, że kabaret podoba się ludziom powoduje, że staje się popularny. Dla wielu młodych ludzi to jest jedna rzecz, która może imponować. Jak byłem mały, to oglądałem „Czterech Pancernych i Psa” i chciałem być Jankiem.
Czubaszek: Ja chciałam być zawsze Szarikiem. Podobno też Giertych chciał być Szarikiem.
HalamaHalama: Tak podświadomie czułem, że Szarik jest zajęty.
Czubaszek: Tego jeszcze wtedy nie wiedziałam. Myślałam, że mam szansę.
Halama: Są inne wzorce teraz. Czym innym był Pietrzak dziesięć lat temu, czym innym jest Ani Mru Mru. Gwiazda kabaretu, tak samo jak gwiazda rocka, staje się wzorem.
Czubaszek: Najmłodsi górale nie pamiętają tych czasów, kiedy występowały Dudek, Szpak czy Owca. Chciałabym, żeby takie kabarety też zaistniały obok tego, co się dzieje. Troszeczkę mi brakuje kabaretów typowo literackich granych przez aktorów zawodowych. Ale i tak się bardzo cieszę z tego, co się dzieje w tej chwili. Parę razy słyszałam, że mój znakomity kolega, mówię o tym z radością, bo jest jeszcze starszy ode mnie, co jest miłe, zwłaszcza dla kobiety, mówił, że dzisiaj właściwie nic się dzieje, nie ma młodych kabaretów. Nie zgodziłabym się z tym, w każdym bądź razie bym z nim dyskutowała, ale nie ma czasu, więc może i lepiej? Patrzę z przyjemnością na to, co się dzieje dzisiaj. Jesteśmy świeżo po Lidzbarskich Wieczorach Humoru i Satyry. Tam było widać, że bardzo dużo fajnych rzeczy się dzieje. To już są inne kabarety, ale może i lepiej?

Kabaretu w telewizji jest bardzo dużo. Już nawet TVN robi przymiarki. Z kolei Joanna Kołaczkowska i Dariusz Kamys z kabaretu Hrabi powiedzieli mi, że nadchodzi moment, w którym będzie bardzo duży przesyt kabaretem i telewizja wszystkich kopnie.
czubaszCzubaszek: To, że będzie przesyt, nie oznacza, że telewizja ich kopnie.
Halama: Tak samo jak z serialami. To jest naturalny etap ewolucji, bo w Polsce rozrywka nie powstawała w normalnych warunkach. Lubię obserwować to, co się działo na Zachodzie. Tam pięćdziesiąt lat temu pojawił się sitcom. Pomyślałem sobie „matko, ile jesteśmy w tyle”. Próbujemy to nadrobić, ale na dziko. Nie wykorzystujemy pewnych form, które by nam pozwoliły tę dziurę załatać. Na stronie wikipedia.pl znalazłem dwadzieścia klasycznych formatów telewizyjnych związanych z „humorem angielskim”. To takie proste. U nas jest teraz taki moment, że może się nie udać, aby w TVN-ie wyszedł Piotr Bałtroczyk i zapowiadał kabarety.
Czubaszek: Nie uda się, bo jest w Polsacie.
Halama: Był w Dwójce.
Czubaszek: Są bogaci, to może im się uda?
Halama: Teraz trwa paniczne szukanie nowych formatów. Właściwie gdyby inteligentny człowiek poobserwował to, co się działo w amerykańskiej, francuskiej, brytyjskiej telewizji, to znałby odpowiedź.
Czubaszek: Sugerujesz, że nie ma inteligentnego człowieka w telewizji, który mógłby to zrobić?
Halama: Myślę, że tak, bo na Wikipedii są już gotowe odpowiedzi.
GórskiRobert Górski: Ludzie widocznie chcą oglądać kabarety, skoro jest ich coraz więcej w telewizji. Do tej pory Dwójka miała monopol na kabarety, a pozostałych kanałów to nie interesowało. Wchodzi Polsat, teraz TVN, kabaretów jest coraz więcej – to się samo napędza.
Halama: Słyszałem, że inne stacje nawet się nie spodziewały takiej popularności.
Andrus: Jeżeli chodzi o tzw. formaty. Myślę, że przyjdzie taki czas, aby artystom kabaretowym dać najnormalniej w świecie robić swój program. To jest najlepszy format dla takich programów.
Halama: Wspomniane przeze mnie pięćdziesiąt lat opóźnienia odbiło się w formacie HBO, które polega na tym, że artysta ma wyjść i zaprezentować swój monolog. Pomysł jest genialny, bo to artysta ma się martwić, aby to było ciekawe.
Andrus: Dla wielu kabaretów na pewnym etapie telewizja może się stać ciekawym warsztatem działania. Mogą chcieć się tym sami pobawić.

Do tej pory chyba tylko Kabaret Moralnego Niepokoju miał swój autorski program.
Górski: Tego będzie więcej. Kiedy ktoś wchodzi na pewien poziom działalności, to nie chce występować tylko w składankach, chce mieć szanse zaprezentować jakąś całość.

Czy dzisiaj kabaret i ta siła, którą posiada telewizja, może komuś zaszkodzić? Czy dzisiaj żartem można odsunąć Romana Giertycha od pełnionej funkcji?
Halama: To chyba nie tylko kabaret się starał. To był wspólny front. (śmiech)
Andrus: Każdy rodzaj sztuki pewnie ma możliwość komuś zaszkodzić, ale nie rozumiem sztuki, którą się specjalnie uprawia po to, żeby komuś szkodzić. Kabaret ma komentować jakieś zjawiska. Jeśli ktoś się zajmuje kabaretem politycznym, to politykę powinien komentować.
Halama: Dobry kabaret może coś uświadomić. Słyszałem kiedyś śliczną definicję. „Dobre poczucie humoru to szersze spojrzenie na rzeczywistość”. Też sobie nie wyobrażam, aby kabaret miał komuś szkodzić. Znaleźć wypowiedź pewnego pana z przed roku i wypowiedź z wczoraj, która diametralnie się różni, zestawić je, to daje efekt komiczny. Celem tutaj jest pokazanie tej trzeciej rzeczy.
Czubaszek: Przecież George Bush, osoba, której intelekt nie poraża wszystkich, kiedy zaczęło mu spadać poparcie, wynajął satyryków, którzy go ośmieszali. Uznał, że będzie dobrze, jak z niego sobie porobią jaja. To jest fajne. Nie podejrzewam naszych polityków, aby uznali, że jest fajnie, jak się z nich śmieją. Mieliśmy wiele przykładów, które pokazywały, że ich to w ogóle nie bawi. Wydaje mi się, że nie jest misją kabaretu, aby komuś przywalić, to wynika przy okazji. Zależy też od tego, komu się przywala i jaki jest odbiór. Przepraszam, że powołam się w tym towarzystwie na Marcina Wolskiego, ale on robił „Polskie ZOO” i mówił, nie mam powodów, aby mu nie wierzyć, że w tamtym momencie niektórzy politycy chcieli się pokazać w tym programie, bo uważali, że to im zrobi promocje. Teraz sobie tego nie wyobrażam.
Halama: Nawet był taki okres, że autor kabaretowy mógł sam sobie zaszkodzić. Jestem maniakiem obserwowania tego jak w nieskrępowany sposób w USA rozwijała się rozrywka. Tam zawodem jest, że pisze się dowcipne przemówienia politykom.
Czubaszek: U nas sobie sami piszą. Napisałbyś „nikt nas nie przekona, że białe jest białe, a czarne jest czarne”? Może ty mu to napisałeś?
Halama: Lepper kiedyś powiedział, że „wykonamy teraz taki bredgens. Jakby ktoś nie wiedział, to jest taki taniec na głowie”. (śmiech) Jest różnica czy ktoś jest śmieszny świadomie, czy nieświadomie. W kabarecie wiem, że jestem śmieszny.
Górski: Niektórzy ludzie się nawet obrażają. Kaczyńscy słyną z tego, że nie mają poczucia humoru, i dlatego ktoś powiedział, że na kabaretonie w Opolu był obecny „ostry kabaret prorządowy”.

Bardzo często zdarza się tak, że gdy kabarety chcą zaprezentować swoje skecze polityczne w telewizji, w pewnym momencie pojawia się cenzura. Kabaret Młodych Panów dostał na tegorocznej PaCE nakaz, że w realizacji telewizyjnej nie mogą zagrać pewnego skeczu traktującego również o aktualnie rządzących. Neo-Nówka dostała zakaz używania słowa „Żyd”. Kabaretowi Ciach zostało to nieszczęsne słowo wycięte już ze skeczu nagranego.
Czubaszek: Ciachnięto je po prostu.

Czy to jest normalne?
Czubaszek: Już się tak porobiło, tak się wszyscy boją, że ludzie na niższych szczebelkach myślą sobie „po co się podkładać?”. Typowa asekuracja. W Lidzbarku na przeglądzie jeden z kabaretów pokazał zdjęcia Leppera i Kaczyńskiego. Powiedziałam, że to świetne. A jeden z jurorów siedzący akurat koło mnie, człowiek, który z telewizją miał wiele do czynienia, powiedział „świetne?! Ale nie pójdzie w telewizji”. Asekuracyjnie kabaret już podczas realizacji telewizyjnej zmienił na Leppera i Giertycha.
Andrus: To już pójdzie. (śmiech)
Czubaszek: Nie mam takiej pewności, że z Kaczyńskim by też nie poszło.
Andrus: Odpowiadając na pytanie, czy to jest normalne. Jest normalne w tym sensie, że zawsze tak było. Jest parę osób, które podejmują decyzje, co się pokaże w telewizji, a co nie, które się boją własnego cienia. Nie wiem, czy to jest uzasadniony strach o pracę czy przewidywanie tego, że ktoś mógłby się obrazić, więc po co? Podejrzewam, że takie rzeczy nie zdarzają się w telewizji komercyjnej, która sprawdza tylko słupki oglądalności, bo dla nich „im gorzej tym lepiej”.
Górski: Krzysztof Piasecki, gdy występował z Januszem Rewińskim w „Ale plamie” w TVN-ie, żartowali sobie ze wszystkich, aż do momentu, w którym zażartowali sobie z KRRiT, która tydzień później miała przyznać jakąś koncesję.
Czubaszek: Skończyło się poczucie humoru.
Andrus: To jest kwestia własnych interesów. Natomiast kłopotem w przypadku telewizji publicznej jest przerost odpowiedzialności. Za każdą najdrobniejszą rzecz, czasem niesłusznie, czują się odpowiedzialni wszyscy. Nawet pani, która przynosi kabelek na plan, czuje się odpowiedzialna za puszczenie skeczu. Realizator wizji się zastanawia jak pokazać, aby nie było widać danego detalu. I tak po kolei. W telewizji komercyjnej jest o wiele prościej, bo tam z reguły jeden człowiek odpowiada za program.
Czubaszek: Przepraszam, że jeszcze raz powrócę do Marcina Wolskiego. Rozmawiałam z nim o kabaretonie w Opolu, gdzie, jak wiadomo, wszyscy powychodzili. Znamy się od stu lat, to pytam go jak to było. Stwierdził, że stało się tak dlatego, że kiedy Kasia Stanisławska wyszła na scenę i miała powiedzieć „proszę państwa teraz będzie przerwa i za chwilę będzie druga część”, wyłączono jej mikrofon. Może dlatego, że jakaś pani czuła się odpowiedzialna? Dlatego ludzie wychodzili, bo nie usłyszeli zapowiedzi, że będzie druga część.

To było tłumaczenie Marcina Wolskiego?
Czubaszek: To nie było tłumaczenie, tylko informacja. Z sukcesu nie trzeba się tłumaczyć.

Jeden z programów kabaretu Pętla, jeszcze w czasach minionych, został ocenzurowany w całości, ale i tak go zagrali na PaCE. Czy dzisiaj możemy mówić o odwadze kabaretów robiących żarty z polityków?
Halama: Przyznam się, że w tym okresie, kiedy wycinano w panice kartki z gazet, to zastanawiałem się, czy wracają stare czasy. Palnę coś na żywo w telewizji dla żartu o mojej ulubionej postaci, panu Romanie, to mi kolbami w drzwi załomocą? Miałem lekki strach, że coś zaczyna grozić mojej córce, żonie?
Czubaszek: To się paranoja zaczyna robić. A masz zwierzątka jakieś? Bo Kwaśniewski mówił, że dotknęli nie tylko jego i żonę, ale i nasze psy, chomiki. Matko Boska, masz zwierzątka?
Halama: Mam trzy koty, psa, miałem rybki.
Czubaszek: A rybę już jedną złapali. Coś jest nie tak z naszym bezpieczeństwem. (śmiech)
Halama: Jest pewna forma odwagi cywilnej. Kabaret mówi „słuchajcie, robimy to, co robimy, i wierzymy w to; to jest właśnie takie, jakie chcemy, i przepraszamy, albo bierzecie to, albo nie”.
Czubaszek: Niektóre kabarety są bardzo odważne, bo mają tak marne programy, że to jest odwaga z tym wystąpić.
Andrus: Na to, o czym mówi Grzesiek, może sobie pozwolić kabaret, który jest już na pewnym poziomie i może sobie pozwolić na to, że nie będzie się promował.
Halama: Parę lat temu było ryzyko, że jak Dwójka się obrazi, to nie będzie gdzie pokazać. A dziś już tak nie jest.
Górski: Jednego dnia można zobaczyć coś ocenzurowane w Dwójce, drugiego nieocenzurowane w Polsacie. Telewizja publiczna się ośmieszy, jeżeli ktoś porówna sobie dwa skecze i dojrzy ingerencję.

Porozmawiajmy chwilę o tegorocznym kabaretonie w Opolu, bo pojawiają się w naszej dyskusji wciąż dygresje do tego wydarzenia. Był żenujący czy świetny?
Andrus: Wypowiem się najkrócej, ponieważ najmniej widziałem, a konkretnie końcówkę. Pierwszy raz w życiu zobaczyłem uniki realizatora, aby nie pokazać pustych ławek, a znaleźć gdzieś dwie, trzy osoby. Niestety, na koniec się nie dało, musiał podnieść kamerę i pokazać cały amfiteatr. Jeszcze nie dobrzmiały ostatnie dźwięki piosenki finałowej, a już amfiteatr był pusty. Było to zjawisko smutne.
Górski: Fajnie, że to wszystko się już odbyło. Wreszcie osoby, które mówiły na okrągło, że mają zakaz występowania w telewizji mogły się pokazać w niej.
Czubaszek: Tam wystąpiło bardzo dużo ofiar, które mówiły, że ich nie dopuszczano.
Halama: A czy to nie jest tak, że wydało się, dlaczego nie występują w telewizji? (śmiech)
Górski: Miał być koncert poświęcony pamięci Stanisławskiego, a były dwa jego teksty.
Czubaszek: To była ostatnia deska ratunku! Myśleli, że ludzi wzruszy śmierć tego cudownego faceta. Jeżeli coś by się zepsuło, to nie można skrytykować koncertu ku czci niedawno zmarłego.
Halama: Byłem zniesmaczony tym, że całość zaczęła się wręczeniem koperty z nagrodą finansową. To było coś niesmacznego.
Czubaszek: A kto dostał tę nagrodę?
Halama: Pietrzak.
Czubaszek: A to już wiem! Mówił, że ma wesele syna i trzeba go było zachęcić.
Górski: A wszystko zaczęło się od niepoważnego przemówienia pani dyrektor Raczyńskiej.
Halama: Czekałem wtedy na dowcip, a tu nic. Myślę „słaby monolog”. (śmiech) Kawał środowiska kabaretowego, z którym mam kontakt, z ogromnym napięciem oglądało kabareton. Pierwszy żart był taki, kto do którego momentu wytrzymał. (śmiech) Byli weterani, którzy obejrzeli całość.
Andrus: Znam takich, co nie byli w stanie obejrzeć, nagrali całość, ale później nie włączyli, bo się bali.
Górski: To wyglądało jak pożegnanie jakiejś formacji.
Czubaszek: Ale takie smutne. Takie pożegnanie na zasadzie „dobrze, że umarł”.
Halama: Powiem szczerze. Dla mnie to było nudne i nieudaczne.
Czubaszek: Podczas obrad „Okrągłego Stołu Satyryków” na Festiwalu Dobrego Humoru w Gdańsku w każdej kategorii padała propozycja kabaretonu opolskiego. „Plama roku” – kabareton. „Ofiara roku” – publiczność kabaretonu opolskiego. Wszystko się działo wokół tego wydarzenia.

Mam wrażenie, że nareszcie mogliśmy zobaczyć podział w polskim aktualnym kabarecie. „Starszy”, kompletnie nie radzący sobie w nowej rzeczywistości, w Opolu, a „młodszy” w Sopocie. To jest słuszny podział?
Czubaszek: Nie zgodziłabym się. Jest kabaret Elita, który nie jest tak stary jak Pietrzak, ale jest silnie dorosły. Nie jest to popelina, plama. Czyli starsi też mogą.
Andrus: To widać na przeglądach, na festiwalach. Starsi ludzie, którzy uprawiają ten zawód, jeżdżą po festiwalach i oceniają młodych, nie są z nimi w konflikcie.
Halama: Rodzaj selekcji był inny. Nie znam zdania pana Wolskiego na temat młodego kabaretu…
Czubaszek: Ostatnio z nim rozmawiałam i mówił, że był bardzo zaskoczony po lidzbarskim przeglądzie. Takich rzeczy się nie spodziewał.
Halama: W kółko ta sama śpiewka, że kabaret nie ma o czym robić, nie radzi sobie…
Górski: Żyją w przekonaniu, że są ostatnimi kolarzami w peletonie polskiego kabaretu.
Halama: I nagle się okazuje, że młody kabaret szybko zaistniał i przerósł to. Pod każdym względem zdobył popularność, szacunek, a ja nadal czytam w wywiadach, że nic się nie dzieje.
Czubaszek: Mogę powiedzieć, że nigdy w kabarecie nie pracowałam, ale jeżdżę po przeglądach i widzę, że są naprawdę bardzo dobre kabarety. Są młodzi zdolni. Kabaret Moralnego Niepokoju, Kabaret Młodych Panów czy imprezy prowadzone przez Artura Andrusa.
Halama: Konflikt jest w tym, że parę osób ze starszego kabaretu kompletnie nie ma pojęcia, co się dzieje.
Czubaszek: Bo nie oglądają!
Halama: Przecież są takie osoby, jak Jacek Fedorowicz czy Stanisław Tym, którzy są ostatnimi osobami, które by powiedziały, że w młodym kabarecie nic się nie dzieje. Wystarczyło obserwować PaKĘ. Ten przegląd wygrywały: Kabaret Moralnego Niepokoju, Irek Krosny, Grupa MoCarta, Mumio. Jak można mówić, że się nic nie dzieje? Dla mnie to były kamienie milowe. Troszkę to zostało w apoteozie, że kabaret musi być walczący, musi o coś chodzić. Nie musi być tak, że wychodzę na scenę, stawiam sobie skrzynki, robię piedestał i teraz jestem narodowym wieszczem, teraz muszę wszystkim ustawić życie.
Andrus: Na szczęście dzisiaj wszystko weryfikują ludzie.

Obserwują państwo scenę kabaretową. Kogo byście polecili, jako pozycję obowiązkową?
Czubaszek: Kabaret Moralnego Niepokoju. Po Wieczorach Humoru w Lidzbarku to Kabaret Młodych Panów. Ten program, który widziałam, był rewelacyjny. Nie mówię o Grzesiu, bo wszyscy chodzą na Halamę.
Andrus: I na koncerty, które zapowiadam. (śmiech)
Czubaszek: Chciałam to powiedzieć! Ale jakby was tu nie było, to też bym tak powiedziała.
Halama: W ogóle polecam kabaret. Musiałbym wymienić potwornie długą listę.
Górski: Lepiej tego nie rób, bo kogoś możesz pominąć. Trzeba powiedzieć, żeby ludzie chodzili na kabarety, bo kabaret istnieje tylko z widzem. Telewizja nie przekazuje tej energii, która istnieje na prawdziwej scenie, w kontakcie artysty z widzem. Każdy, kto był pierwszy raz na kabarecie, mówił mi, że odkrył go na nowo.

Kiedyś na spotkaniu z Adamem Michnikiem we Wrocławiu zapytałem się go jak reaguje na żarty i parodie padające z ust Jerzego Kryszaka. Odpowiedział mi, że jest to „nieeleganckie wyśmiewanie kalectwa”. Czy to już jest chamstwo ze strony Kryszaka, czy może naturalne poszerzanie granic, powiększanie dystansu?
Czubaszek: To nie jest ośmieszenie tylko pewne przybliżenie, żeby było wiadome, o kogo chodzi.
Halama: Jeśli cały dowcip na tym by polegał, że Kryszak śmieje się z jąkania, to byłoby żenujące. A tak nie jest.

Pytam o to, aby zadać pytanie o granice w kabarecie?
Andrus: Jeżeli chodzi o mnie, to staram się nikogo nie krzywdzić. Jeżeli o kimś mówię, to bardziej o zjawisku, a nie personalnie.
Górski: To jest kwestia dobrego smaku. Chyba w programie Jacka Ziobry pada określenie o Gosiewskim „pokurczony pokemon”.
Czubaszek: Mnie to nie śmieszy.
Górski: To jest chamstwo. W obrażaniu kogoś wprost nie ma finezji.
Halama: Żadna forma twórczości nie powinna być programowa. Granicę dobrego smaku artysta sam sobie wyznaczy.
Czubaszek: Powrócę jeszcze do Lidzbarskich Wieczorów. Był taki numer, że jeden z kabareciarzy, mówiąc delikatnie, wsadza sobie w pupę rurkę i, że jak stamtąd wyjdą jakieś dźwięki to coś. Jacek Fedorowicz, który był również jurorem, powiedział, że za ten jeden moment facet zdyskredytował cały program. Zapytałam o to tego faceta i odpowiedział mi, że tak sobie wymyślił i, że to jest dobre, bo gdzieś w Mławie się podobało.
Andrus: A wymyślił to w Płońsku. (śmiech)
Czubaszek: Tej granicy nikt nie narzuca, bo albo to się ma, albo nie ma.
Górski: Na opolskim kabaretonie Rewiński z Piaseckim śpiewali o jądrach Leppera. Niestety, nie rozbawiło mnie to. Teraz ja powrócę do Wolskiego (śmiech), ale tutaj przydałaby się cenzura.

A są jakieś tematy, których państwo nie poruszacie?
Czubaszek: Jest jeden temat, który mnie korci, ale nie poruszam. Moim idolem, pomijając panów, jest Woody Allen. On ma mnóstwo żartów na temat boga. Mnie się wydaje, że to jest fajny temat. Wiem, że u nas w Polsce wszystkie takie żarty na tematy wiary, są przeze mnie autocenzurowane.

Czego by się pani bała?
Czubaszek: To, czym dla mnie i dla pana Roberta są żarty z krótkich łapek pana Gosiewskiego czy jąkania się pana Michnika, to dla większości ludzi w Polsce są żarty z religii. Mój ulubiony żart Allena na temat boga, to „jeśli Bóg istnieje, to niech mi da jakiś znak, najlepiej na moim koncie”. (śmiech)
Halama: Albo chociaż zakasłał. (śmiech)
Górski: Mamy taki skecz z księdzem, w którym nie ma nic strasznego, chociaż u niektórych już sam fakt pokazania się na scenie księdza wywołuje oburzenie. Już sama sutanna postawiona na scenie niektórych razi. Graliśmy kiedyś w Londynie, gdzie przed nami siedział polski rząd emigracyjny z prezydentem Kaczorowskim i panią Andersową na czele. Organizator imprezy przekonał nas, abyśmy zagrali taki skecz o partyzantach na podstawie opowiadania Tyrmanda. Nie było to nic wielkiego, ale później emigracja była oburzona i zadawała nam pytania, czy my podważamy wysiłek ludzi walczących na wojnie.
Andrus: Miałbym opory i wątpliwości, czy można żartować z takich zjawisk jak Holocaust. Biorąc pod uwagę to, że w obozach istniały kabarety, które tam tworzyły, to te moje opory są dużo dalej posunięte, niż tych ludzi, którzy wtedy siedzieli w obozach i tam tworzyli.
Halama: Kwestia nie jest w tym, o czym jest żart, ale jak jest zrobiony. W przypadku boga czy religii nigdy nie jest tak, że dobry dowcip wyśmiewa podmiot, ale zazwyczaj ten czynnik ludzki, podejścia do tematu. Żartować z Boga? Jak to?
Czubaszek: Mnie się wydaje, że można.
Halama: A mnie się wydaje, że nie. To wszystko zmierza do naszych wad, do tego, jak my interpretujemy boga, jak go zniekształcamy.
Czubaszek: Do mnie co jakiś czas dzwoni jakaś taka oszalała pani z Polskiego Radia w Nowym Jorku. Zawsze pyta, jaki dowcip krąży po Warszawie. Akurat wtedy krążył taki nienajlepszy, ale nic mi nie przychodziło więcej do głowy i nie ma się też co wysilać, bo za to nie płacą, więc co mi do głowy przychodzi, to mówię. „Dlaczego Jarosław Kaczyński jest kawalerem? Bo najładniejszą dziewczynę poderwał mu Lech”. Zadzwoniła do mnie za tydzień i przed wejściem na antenę powiedziała „pani Mario, mieliśmy tyle telefonów od oburzonych słuchaczy, że jak można z żony prezydenta się śmiać?”. Ich to oburzyło. Ta granica jest cienka.

Rozmawiał Seweryn Domagała

Foto A.Andrus: materiały prasowe przeglądu ZAK;
Foto G.Halama: materiały prasowe;
Foto R.Górski: kmn.k2.pl;
Foto M.Czubaszek: festiwalhumoru.interia.pl.


No Responses to “Rozmowa o kabarecie - Czubaszek, Andrus, Górski i Halama [kabaret.blox.pl]”  

  1. No Comments

Leave a Reply